wtorek, 12 marca 2013

pękająca głowa od natłoku myśli

Dziś kolejne spotkanie klubu rodziców, dla mnie kompletnie rozbrajająco- rozwalające. Po raz kolejny potwierdziłam się, że podjełam dobrą decyzję wybierając placówke specjalną.
Dowiedziałam się, że nie ma nic dziwnego w tym, że Oli nie ćwiczy ze mną, bo w wielu przypadkach tak właśnie jest.
Ale wracając do wątku rozbrajającego mieliśmy zadanie. Jedna wkładała zaklejone okulary, a druga musiała przekazać czego chce bez słów. Nie dałam rady zawaliłam i zrozumiałam jak zagubiony jest Oliwier. Jak ciężkie jest jego życie. I jak bardzo do tej pory nie byłam w stanie wiedzieć co on czuje. Jest mi cholernie źle i smutno. Nienawidzę tego autyzmu, nie akceptuje go takiego jakim się okazał w rzeczywistości. Już wiem czemu patrzy czasem z dołu czy z boku. Sorry nie ogarniam tego, więc post jest chaotyczny i emocjonalny. Ale gdzieś musiałam to z siebie wyrzucić.

7 komentarzy:

  1. Niestety ten brak komunikacji jest najbardziej frustrujący. Julka próbowała coś nam "powiedzieć" my nic z tego nie rozumieliśmy. Im bardziej chciała nam powiedzieć tym mocniej stawała się zdenerwowana, agresywna. Jestem zwolenniczką wprowadzania mowy alternatywnej zamiast ciągłego oczekiwania że dziecko zacznie mówić.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja cudów już nie oczekuje, działamy na obrazkach ( choc srednio je lubi) i uczymy sie mowic. Jakoś zrozumieć się musimy. A co Oli wybierze czas pokaze.

    OdpowiedzUsuń
  3. A U NAS mimo braku mowy nie ma wiekszego problemu z koomunikcja, rozoumiemy sie z Miloszem bez slow. znam kazdy jego najdrobniejszy gest, wiem kiedy chce jesc pic, jak chce sie bawic, jednakze wiem ze im bedziee starszy tym trudniej stad makatony

    OdpowiedzUsuń
  4. widziałam zdjęcia na Facebooku i zastanawiałam się nad okularami -teraz już bardziej rozumiem -świetne zajęcia

    OdpowiedzUsuń
  5. Też przeszliśmy przez podobne zajęcia - nie tylko zawiązywanie oczu ale i gumowe rękawiczki i kilka innych doświadczeń na nas przeprowadzono. To było bardzo mocne doświadczenie, muszę przyznać.
    Po pierwszych warsztatach długo nie mogłam dojśc do siebie. Szkoda mi było Frania że tak inaczej odbiera świat..
    Trzyamjcie się:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie też skorzystanie rok temu z kostki sensorycznej Synapsisu było jak objawienie. Po wyjściu z niej przez pół godziny wymiotowałam, a potem jeszcze wiele godzin miałam problem z utrzymaniem pionu. I od tamtej pory dużo sie zmieniło w naszej pracy z Antosiem, z korzyścią dla malutkiego. Dziś nie jest już tak sfrustrowany jak rok temu. Nos do góry, naprawdę można pomóc naszym dzieciakom radzić sobie z otoczeniem!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. najgorsze jest to, że wydawało się, że pogodziłam się z tym. A tu wczoraj znów wszystko sypneło się jak domek z kart

    OdpowiedzUsuń